Indie Games

‚Indie Games’ – to pojęcie prześladuje mnie od kilku tygodni. Wyjaśnię na wstępie, że nie chodzi o gry pochodzące z Indii. Określenie dotyczy tzw. ‚Independent Games’, czyli gier niezależnych, produkowanych przez małe firemki, pojedynczych artystów lub fanatyków chcących przekuć swoje wizje w wirtualną rzeczywistość. ‚Indie Games’ to coś więcej niż gry – to kwintesencja dobrych pomysłów. Produkty spod tego szyldu charakteryzuje nieszablonowość, oryginalność i przede wszystkim innowacyjność. Często można w nich spotkać rozwiązania, które nie przeszłyby w lekkostrawnych, populistycznych produkcjach (chociaż i te potrafią czasem zaskoczyć). Ostatnimi czasy miałem okazję zetknąć się z kilkoma tytułami, które zafascynowały mnie do tego stopnia, iż postanowiłem napisać o nich kilka słów.

1. GISH

O nowatorstwie tej gry pisać nie będę, bo sam fakt iż głównym bohaterem jest kulka smoły (sic!) jest tego niezaprzeczalnym dowodem. Nie pamiętam dokładnie, czy były w tej grze jakieś fabularne wątki, bo nawet jeśli były, to nie one sprawiły, że wciągnąłem się w nią na kilka tygodni. Wiadomość o tym, iż przyjdzie mi sterować smołą, przyjąłem z radością, bo takim bohaterem wcześniej nie byłem. Gish posiada kilka unikalnych właściwości – potrafi stawać się śliski,  ciężki i lepki, a połączenie wszystkich cech razem, pozwala mu przedostawać się przez kolejne poziomy, a jest ich całkiem sporo. Atrybut śliskości pozwala przecisnąć się przez wszystkie wąskie szczeliny, w które wrogowie się nie mieszczą. Ciężkość przebije Cię przez kruche elementy dekoracji, zmiażdży przeciwników oraz zanurzy pod wodą. Lepkość moim zdaniem to cecha decydująca o wspaniałości tej gry, ponieważ pozwala na przemieszanie się po wszystkich możliwych płaszczyznach w grze, czyli podłodze, ścianach i suficie.

Gish to gra, której niestety nie da się opisać słowami, ponieważ aby docenić jej walory, trzeba w nią po prostu zagrać. Fizyka tytułowej kulki jest genialna. Po kilku godzinach spędzonych przed monitorem, nauczyłem się podstawowych manewrów i wtedy dopiero gra nabrała odpowiedniego smaczku, bo o dobrej zabawie można mówić dopiero wtedy gdy Gish słucha się naszych poleceń 🙂 Nie ukrywam, że sterowanie szło mi z początku opornie (szczególnie skakanie) ale gwarantuję, że jeśli to się opanuje, to nic już nie stanie na przeszkodzie 🙂 No może z wyjątkiem basenów gorącej magmy.

>>>LINK<<<

2. DYSON

Dyson to bardzo ładnie wykonana strategia, w której celem prawie wszystkich misji jest dominacja na określonej przestrzeni (czyt. planszy). W grze dowodzimy oddziałami Dysonów – muchopodobnych stworzeń orbitujących wokół planet, które musimy przejmować, celem ukończenia poszczególnych misji. Każdy Dyson charakteryzuje się kilkoma cechami, takimi jak wytrzymałość, szybkość i atak. Każda z tych cech zależy od planety, na której dany Dyson się urodził. Na każdej planeci możemy sadzić dwa rodzaje drzew – drzewo Dysonowe, które rodzi Dysony oraz drzewo obronne, które w razie draki chroni naszą planetę przed obcymi najeźdźcami. Ogólnie to tyle – przejmujesz planetę, sadzisz drzewa, które rodzą Ci Dysony, przejmujesz następną planetę i tak dalej, nic prostszego. Jednak sposób w jaki się to odbywa, jest arcy-wciągający. Możliwość rozwijania i gromadzenia swojej armii, aby stoczyć walkę z rywalem, który często potrafi pokrzyżować Twoje imperialistyczne zapędy, jest naprawdę przyjemna i dostarcza pierwszorzędnej rozrywki.
Grzechem byłoby nie wspomnieć o muzyce w klimatach ambient, skomponowanej przez pana o pseudonimie Milieu.
Warto zapoznać się z tą grą, głównie ze względu na ciekawą oprawę wizualno-dźwiękową 🙂

>>>LINK<<<

3. CORTEX COMMAND

Gra wprawdzie nie ukończonna, ale jej demo przyciągnęło moją uwagę. Głównie ze względu na silnik, który w swojej złożoności potrafi zrobić na ekranie niezły burdel 🙂 Standardowo, pomysł gry jest intrygujący, ponieważ wcielamy się w rolę mózgu, zamkniętego w słoiczku. Mózg ten posiada niebywałą zdolność sterowania własnymi oddziałami, sam będąc zupełnie bezbronnym. W zależności od misji (a jest ich jeszcze niewiele) nasz bohater może być nieruchomy, zawieszony niczym żarówka w jakimś podziemnym bunkrze – wtedy trzeba uważać, aby nieprzyjaciel nie dostał się do środka i próbował nas zniszczyć. Może też być umieszczony zamiast głowy, na ruchomym robocie, którym możemy latać po całej planszy – odradzam, ponieważ słoik z zawartością jest bardzo kruchy, a kiedy ulegnie zniszczeniu, na ekranie pojawi się czerwony napis FAIL 🙂 Najlepszym rozwiązaniem jest sterowanie swoimi pionkami. Pionki to po prostu bezmózgie kukły, reagujące na nasze polecenia i dzięki nim możemy realizować poszczególne zadania.
Gra oferuje naprawdę mnóstwo atrakcji – od bardzo miłej dla oka grafiki począwszy, przez bardzo bogaty arsenał broni (jest ich chyba ponad 50), dobrą muzykę, edytor poziomów, a na wspaniałym silniku fizycznym skończywszy.
Silnik to w ogóle osobna para kaloszy, bo właśnie dzięki niemu gra jest tym, czym jest:) Wszystkie elementy mają swój ciężar i inne właściwości. Np. wyrzutnia rakietowa jest dużo cięższa od standardowego AK-47, dlatego nasza kukiełka będzie poruszać się nieco wolniej, o lataniu przy pomocy jetpacka już nie wspominając…
Gra posiada naprawdę niesamowitą ilość smaczków, które odkryć można jedynie podczas czynności grania. Jeden taki smaczek spowodował, że usiadłem do gierki na dłużej – a był to hełm na głowie jednego z żołnierzy. Odbijały się od niego kule z karabinu, ale gdy dobrze przymierzyłem, mogłem ten hełm żołnierzowi z głowy zerwać 🙂
Nie znam szczegółów dotyczących powstawania tej gry, więc nie wiem, czy została już ukończona, czy prace nadal trwają. W każdym razie demko można ściągnąć bez problemu. Za pełną/niepełną wersję trzeba już zapłacić.

>>>LINK<<<

Poniższy filmik jest troszkę obrobiony (zbliżenia, latanie kamerą), ale dość dobrze oddaje dynamikę rozgrywek w Cortex Command 🙂