Knytt Stories – Venice Issue

Ci, którzy mnie znają, dobrze wiedzą, że od czasu do czasu lubię się zanurzyć w świecie gier niezależnych (czyli tzw. Indie Games). Niektóre są lepsze, niektóre gorsze, a niektóre po prostu zwalają z nóg swoją pomysłowością, grywalnością i wszelakimi smaczkami.
Taką grą jest właśnie Knytt Stories. Stworzony przez Nicklas „Nifflas” Nygren’a świat małych istotek nazwanych Knyttami, wciągnął mnie do tego stopnia, iż mogę śmiało powiedzieć, że od prawie pół roku, w wolnych chwilach nie gram w nic innego.

Co takiego niesamowitego jest w tej grze?! Przede wszystkim jej różnorodność. Mnogość lokacji po prostu tryska fontanną kolorów z monitora. Nie sposób nie zanurzyć się w ten świat, bo to właśnie wszystkie barwy i motywy definiują tę grę i stanowią jej główny trzon. Widać tu ogrom pracy włożonej przez autora, nad stroną wizualną. Każdy etap ma swój unikatowy klimat, który wprost poraża swoim bogactwem.

Drugim bardzo mocnym aspektem tej gry jest dźwięk. Muzyka sprawiła, że zatopiłem się w tym świecie w całości, bez chęci wynurzenia. Każda nuta wypluwana przez głośniki jest majstersztykiem i pasuje jak ulał do każdej scenki toczącej się na ekranie bez wyjątku. Pisząc o dźwiękach, mam na myśli zarówno muzykę, jak i inne motywy jej towarzyszące, tj. efekty dźwiękowe, ambientowe tło (wiejący wiatr, kapiąca woda) etc.

Gra sama w sobie jest bardzo prosta i nieskomplikowana. Można powiedzieć, że po obejrzeniu kilku screenów, wiadomo na czym polega. Ale niech to nikogo nie zmyli, bo w Knytt Stories gra się dużo przyjemniej niż sugerowałyby jakiekolwiek screenshoty. Gra posiada mnogą ilość smaczków i ukrytych niespodzianek, które można odkrywać jedynie grając 🙂

Co jednak przesądziło o tym, że gra spodobała mi się tak bardzo? Nie to, że jest zupełnie darmowa i nie to, że spełnia wszystkie kryteria dobrej, niezależnej gry komputerowej, ale to, że posiada dołączony edytor poziomów!!!
Tak jest – dzięki Level Editorowi istnieje w sieci ogromna rzesza ludzi, którzy tak jak ja wciągnęli się w ten świat do tego stopnia, że chcą go po części współtworzyć. Edytor poziomów umożliwia stworzenie własnego świata, z własną fabułą i własnymi zagadkami, co jest dla mnie najlepszym elementem z całości.

Niniejszym, chciałem się podzielić swoim własnym poziomem, który nazwałem ‚Venice Issue’ (dlaczego akurat tak, tego nie mogę zdradzić ;)). Spędziłem nad tym etapem w sumie około 30 godzin i mogę powiedzieć, że jestem z niego zadowolony i chyba nawet dumny. Swoją uwagę projektując ten level, skupiłem głównie na fabule i gameplay’u, tak aby zrównoważyć każdy z tych aspektów i nie przytłoczyć gracza zbyt dużą ilością przeszkadzajek lub informacji pojawiających się na ekranie (ważnych zresztą).

O ile chciałbym, aby w mój etap zagrało jak najwięcej osób, o tyle muszę uczciwie wyznać, że nie jest on skierowany do tych, którzy nigdy wcześniej nie grali w Knytt Stories. Zawiera on w sobie kilka elementów, które niestety wymagają pewnego opanowania prawideł rządzących grą oraz orientowania się w jej zasadach. Myślę, że po przejściu tutoriala i kilku podstawowych plansz, każdy powinien być w stanie załapać o co chodzi 🙂

Dużo serca i krwi poświęciłem temu etapowi (włącznie z utratą i odzyskiwaniem danych z dysku), więc bardzo gorąco go polecam wszystkim tym, którzy tak jak ja, lubią tego typu klimaty 🙂

A poniżej dodaję kilka niezbędnych linków:

Knytt Stories Download – strona z której można ściągnąć grę wraz z edytorem i dodatkowymi, autorskimi etapami

Knytt Stories Level Archive – prosta stronka stworzona przez fanów, gdzie można umieszczać swoje własnoręcznie wykonane etapy

Venice Issue – mój własny etap, który jeszcze raz gorąco polecam 🙂

Reklamy

Animacja…

Jak zwykle dał o sobie znać mój słomiany zapał.
W okresie przerwy Świąt Wielkanocnych (tak wiem, dawno temu), naszła mnie ochota na zrobienie czegoś, czego jeszcze wcześniej nie próbowałem. Wtedy właśnie zrodził się pomysł stworzenia krótkiej animacji o bliżej nieokreślonej tematyce. Jedyna rzecz, której chciałem aby animacja dotyczyła, to tematyka świąt właśnie.

Po kilku nieudanych próbach walki z moim tabletem, stwierdziłem, że rysowanie w photoshopie nie ma sensu, bo już dawno tego nie robiłem i wypadłem z formy. Postanowiłem więc wszystkie ilustracje wykonać ręcznie. Wprawdzie nie wiedziałem jeszcze co na tych ilustracjach miałoby się znajdować, bo nie miałem żadnego pomysłu na fabułę. Udzielił mi się jednak klimat animacji ‚Grickle’ z youtube’a, dlatego też zdecydowałem się na lekko przytłaczający klimat.

Długo mógłbym pisać, skąd co się wzięło i co jest czym, lecz w sytuacji gdy animacja nie jest skończona, nie ma to chyba większego sensu 😉 Po prostu chciałem podzielić się kilkoma kadrami na dowód tego, że jeszcze żyję i oddycham.

Kto wie, może kiedyś zbiorę się do kupy i dokończę to co zacząłem. Wszak tego typu niedokończonych projektów mam ze sto i do niektórych z nich wracam nawet po roku, więc można powiedzieć, że sprawa jest otwarta 😉

A gdyby kogoś zainteresowało moje źródło inspiracji, tu jest LINK do kanału GRICKLE’a na youtubie.